niedziela, 11 listopada 2012

Thirty - two ♥

[ABBIE]

Impreza trwała w najlepsze. Alkohol lał się litrami. Ludzie chyba całkiem dobrze się bawili. A ja? No cóż. Znów byłam z Zayn'em. Znów było cudownie. Czego chcieć więcej? Gdy miałam go przy sobie, czułam, że miałam wszystko. Każdemu człowiekowi życzyłam szczęścia takiego, które miałam ja. I wiedziałam, że teraz już wszystko będzie w porządku. Leciała piosenka "Hero" Enrique Iglesias'a, a ja wtulona w Zayn'a kołysałam się w rytm spokojnej muzyki. Miałam zamknięte oczy a wspomnienia przewijały się w mojej głowie.
-I can be your hero - zaśpiewał mi Zayn do ucha, na co się uśmiechnęłam.
-Już jesteś moim bohaterem - odpowiedziałam i pocałowałam go.
-Kocham cię - szepnął gdy nasze usta na chwilę się od siebie oderwały.
-Ja ciebie też - odpowiedziałam i znów zatopiliśmy się w pocałunku.
Tańczyliśmy jeszcze długo. Nagle zauważyłam Daisy. Siedziała sama w kącie ze spuszczoną głową. Zayn popatrzył w tym samym kierunku i skinął głową. Oderwałam się od niego i podeszłam do przyjaciółki.
-Hej, wszystko w porządku? - spytałam delikatnie i usiadłam obok.
-Nie, nic nie jest w porządku - odpowiedziała.
Dopiero wtedy zauważyłam, że miała łzy w oczach. Bez zastanowienia ją do siebie przytuliłam. Zanim ponownie się odezwała, minęło kilka minut.
-Mam już dość. Nie wiem, co mam robić.
-Ale co się dzieje? O co chodzi?
-Nie o co, tylko o kogo - odpowiedziała cicho.
-Przecież wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć - powiedziałam łagodnie - może razem coś wymyślimy.
-Ale co tu mówić? Wszystko jest nie tak. Niall podoba mi się od dawna. A teraz kiedy zaczęliśmy spędzać ze sobą więcej czasu, myślałam.. myślałam, że może coś z tego będzie.. no wiesz.. że może on coś do mnie poczuje.. ale nie. On traktuje mnie tylko i wyłącznie jako przyjaciółkę. Tylko raz usłyszałam z jego ust komplement. Naprawdę lubię z nim przebywać, ale co z tego, skoro jestem dla niego.. nikim aż tak ważnym. Zawsze będę dla niego tylko i wyłącznie koleżanką z klasy, z którą można sobie pogadać. Ja.. chyba się.. zakochałam.. i to jest w tym wszystkim najgorsze.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Widziałam, że Niall spędzał z Daisy ostatnio bardzo dużo czasu. Sprawiał wrażenie jakby była dla niego kimś ważnym. Nie sądziłam, że aż tak może ją odtrącać. Daisy oparła głowę na moim ramieniu.
-Posłuchaj kochana - odezwałam się - Niall nie jest dobry w okazywaniu uczuć. Musisz z nim porozmawiać. Musisz powiedzieć mu co czujesz. Inaczej niczego się nie domyśli.
-Ale jak? Jak mam mu to powiedzieć? Przecież wyjdę na kompletną idiotkę! A wtedy już nigdy nawet się do mnie nie odezwie.
-Wcale nie. On nie jest taki. Daisy weź sprawy w swoje ręce. Powiedz mu to przy najbliższej okazji. Zobaczysz, że będzie ci lepiej. Przynajmniej będziesz wiedzieć na czym stoisz.
-Może i masz rację..
-Wiem, że mam rację. A teraz przestań się przejmować. To impreza! Chodź, potańczymy.
-Ale..
-Żadne "ale" - przerwałam jej i wstałam wyciągając w jej kierunku rękę - chodź. Dzisiaj imprezujemy. Jutro będziemy się martwić.
Pomogłam jej wstać i poszłyśmy na środek salonu. Zayn znów stał przy sprzęcie. Pomachałam mu, co odwzajemnił i razem z Daisy zaczęłyśmy szaleć. Po chwili dołączyły do nas jeszcze Britney i Catherine. Tak dobrze nie bawiłam się od dawna.
Kiedy impreza dobiegła końca, byłam tak padnięta, że zasypiałam na stojąco. Wypiłam tylko kilka drinków a i tak kręciło mi się w głowie. Zayn podszedł do mnie i wziął mnie na ręce. Nie miałam nawet siły protestować. Bez słowa zaniósł mnie do swojego pokoju i położył na łóżku. Kiedy tylko poczułam pod głową poduszkę, która w dodatku pachniała nim, poczułam wielką senność. Zayn ułożył się obok mnie i objął. Uśmiechnęłam się po raz ostatni i zasnęłam.
Rano obudziłam się w objęciach Malika. Sam jeszcze słodko spał. Nie chciałam go budzić, więc delikatnie wyswobodziłam się z jego uścisku i po cichu zeszłam na dół. Jak się okazało niepotrzebnie, bo cała reszta łącznie z Brit, Cat i Stacy, siedziała już w kuchni i zajadała kanapki. Przywitałam się ze wszystkimi i usiadłam obok Niall'a nalewając sobie do szklanki soku pomarańczowego. Zaczęli wspominać wczorajszą imprezę.
-To był naprawdę genialny pomysł - powiedziała Brit - dawno tak dobrze się nie bawiłam.
-No to ba - powiedział dumnie Harry - w końcu mój. Nikt nie organizuje takich imprez jak my!
-Dobrze, że nie byliśmy aż tacy pijani - powiedział Lou zajadając kanapkę.
W tym momencie Liam wybuchnął głośnym śmiechem.
-Wy? Nie byliście pijani? Następny żart proszę! - powiedział i spojrzał na nich z ironią.
-Tak, ciekawe co takiego robiliśmy. Bo ja jakoś nic nie pamiętam - powiedział Hazz.
-Rozebrałeś się do samych gaci i zacząłeś tańczyć "I'm sexy and I know it" a potem podszedłeś do lusterka i stwierdziłeś, że zetniesz się na łyso i zrobisz sobie futro z własnych włosów!
-Hahaha! Harry ale dowaliłeś! - krzyknął Lou.
-Tomlinson ty nie lepszy! Najpierw zrzuciłeś z wieszaka wszystkie kurtki a potem zacząłeś z nim tańczyć mówiąc do niego "Lucy jaka ty jesteś cudowna!". A potem ubrałeś na głowę czarne spodnie i udając zakonnicę zacząłeś nas rozgrzeszać.
-Okay. To ja chyba nie chcę wiedzieć co było dalej - powiedział Niall.
-Ach tak, jeszcze ty. Zacząłeś gonić po całym domu krzycząc "Kapusta! Dajcie mi kapustę!".
-Okay, nie wnikam w szczegóły - powiedziałam śmiejąc się.
Nie widziałam tych wszystkich rzeczy. Za bardzo byłam zajęta Zayn'em.
-A co wam tak wesoło? - usłyszałam jego głos i po chwili pojawił się w kuchni.
-Wspominamy imprezę - powiedziałam.
Zajął miejsce obok mnie.
-Nie ładnie tak znikać z łóżka - szepnął mi do ucha i pocałował w policzek.
Zaśmiałam się i zajęliśmy się jedzeniem, ciągle wspominając ostatni wieczór. Wybiła godzina 14:00. Nie wiedziałam, że jest aż tak późno. Musiałam się zbierać. Wstałam od stołu i chciałam wychodzić, ale Zayn mnie zatrzymał.
-Mamy dzisiaj wolne. Więc może masz ochotę na małą wycieczkę za miasto? - spytał z błyskiem w oku.
-Jasne, czemu nie?
-Okay. To daj mi 20 minut.
Pocałował mnie i pobiegł na górę. Razem z Niall'em, Lou i Stacy usiedliśmy w salonie, bo Liam i Hazz pojechali odwieźć dziewczyny. Włączyliśmy telewizor i zajęliśmy się oglądaniem jakiegoś durnego serialu. W końcu Zayn zszedł po schodach i mogliśmy iść. Pożegnałam się z resztą i w objęciach chłopaka opuściłam dom chłopaków.


[DAISY]

Zaraz po imprezie wróciłam do domu. Taksówką. Od rozmowy z Abbie nie rozmawiałam z Niall'em. Zresztą i tak był zajęty czym innym. Zupełnie jakby mnie unikał. Rozmawiał ze mną tylko na początku. Nie wiedziałam, co mam o tym wszystkim myśleć. Byłam w nim zakochana. To wiedziałam na pewno. Ale jakie to miało znaczenie, skoro on czuł coś zupełnie innego? Myślałam, że może zmieni zdanie. Ale zachowywał się jak zawsze. Miły, przyjazny, ale nic więcej. Ciągle myślał o tej całej Hayley. Opowiadał mi o niej. Zginęła w katastrofie lotniczej. Rozumiałam, że jest mu ciężko. Ale minęło już trochę czasu. Chciałam być dla niego kimś więcej. Chciałam go wspierać, pocieszać i pokazywać, że jestem z nim bez względu na wszystko. Ale on tego nie chciał. 
Było popołudnie. Leżałam bezczynnie w łóżku i wgapiając się w sufit słuchałam piosenki "Little things". Na solówce Niall'a zamknęłam oczy i po prostu wsłuchiwałam się w jego głos. Nagle do mojego pokoju wparowała Lexi.
-Czy ty przez cały dzień zamierzasz tak bezczynnie leżeć? - spytała sucho - czy może jednak coś zrobisz?
-Nic nie robię - bąknęłam - mam wolne. I kropka.
-Marzenia! Marsz na dół. Trzeba umyć podłogi.
-Poproś swojego syneczka - zakpiłam i zwiększyłam głośność.
-Wyłącz to dziadostwo i do roboty! - krzyknęła.
-Wyjdź z mojego pokoju - powiedziałam ostro - to jedyne miejsce, do którego nie masz wstępu. Nie jesteś moją matką, jasne? To że ojciec się z tobą ożenił wcale nie oznacza, że muszę cię słuchać. Mam cię kompletnie gdzieś. Ciebie i twojego synusia. Wiec wynocha stąd i daj mi spokój!
Lexi zamurowało. Jeszcze nigdy nie zwróciłam się do niej w ten sposób. Poczerwieniała na twarzy i wyszła trzaskając drzwiami. W końcu powiedziałam jej, co myślę. Koniec zgrywania milusiej i uczynnej dziewczynki, która jest na każde zawołanie. Włączyłam "replay" i znów wsłuchiwałam się w piosenkę. W jednym momencie zadzwonił mój telefon. Wzięłam go do ręki i spojrzałam na wyświetlacz. Niall. Wyłączyłam muzykę, wzięłam głęboki oddech i odebrałam.
-Tak? 
-Cześć, mogę przeszkodzić? - spytał.
-Jasne. Co jest? - spytałam obojętnie.
-Dałabyś się wyciągnąć z domu? Mamy wolny dzień i pomyślałem, że moglibyśmy gdzieś pójść.
-Wybacz Niall, ale nie mam ochoty nigdzie iść.
-Nawet jakbym ci powiedział, że stoję pod twoim domem? 
Wstałam z łóżka, odsunęłam firankę i spojrzałam przez okno. Rzeczywiście. Stał pod bramą i do mnie machał. Zaśmiałam się pod nosem i odwzajemniłam gest.
-Okay. Daj mi 15 minut - powiedziałam.
-Załatwione!
Rozłączyłam się i poszłam do garderoby. Przebrałam się w TO, rozczesałam włosy i poprawiłam makijaż. Na koniec spryskałam się perfumą i zeszłam na dół. Lexi siedziała przed telewizorem, a Tom gadał przez telefon. Wyszłam z domu nim się zorientowali. Blondyn nadal czekał przy bramie.
-Hej - powiedział i pocałował mnie w policzek na powitanie. 
Zadrżałam na całym ciele. Gdyby on wiedział ile to dla mnie znaczyło.
-Cześć. Więc co mamy w planach? - spytałam starając się mówić normalnym głosem.
-Myślałem nad kinem, ale jak wolisz - odpowiedział z uśmiechem.
-Może być kino - odpowiedziałam niby obojętnie.
Tam przynajmniej było ciemno, więc nie musiałam go widzieć. Może byłoby łatwiej. Wolnym krokiem ruszyliśmy w znajomym kierunku. Wybraliśmy jakiś film, kupiliśmy bilety i popcorn, po czym zajęliśmy miejsca na sali. Film zaczął się kilka minut później. Był całkiem fajny, ale średnio mogłam się na nim skupić. Po skończonym seansie poszliśmy do pobliskiej pizzerii. Złożyliśmy zamówienia i rozmawialiśmy o imprezie. Niall w sumie mało pamiętał, ale rozmawiało nam się świetnie. Jak zawsze przy nim czułam się wspaniale. Wystarczyło mi to, że był blisko. Kiedy kelner przyniósł nam nasze pizze, zajęliśmy się jedzeniem. Choć była przy tym masa śmiechu. Niall miał keczup na całej buzi, a ja wąsy z sosu czosnkowego. Wyglądało to komicznie.
-Robimy zdjęcie i wstawiamy na Twittera - powiedział chłopak i wyciągnął telefon - jutro będzie je widział już cały świat.
-Jesteś wariatem - powiedziałam śmiejąc się.
-I dobrze mi z tym!
Przybliżyliśmy do siebie twarze, zrobiliśmy głupie miny i zdjęcie było gotowe. Nialler wstawił je na TT z podpisem "Takie tam.. w pizzerii z @daisyflow zabawnie!". Od razu miał całą masę wiadomości od fanek. Szybko wylogował się z portalu i za pomocą serwetek doprowadziliśmy się do porządku. Kiedy skończyliśmy jeść Niall zaproponował spacer. Zgodziłam się bez niczego. Chłopak zapłacił za nas oboje mimo moich protestów i wyszliśmy na zimne powietrze. Otuliłam się ramionami. Niall to zauważył.
-Zimno ci? - spytał.
Nie zaczekał nawet na moją odpowiedź. Zdjął swoją kurtkę i zarzucił mi na plecy. Wsunęłam ręce w jej ciepłe rękawy i od razu było mi lepiej.
-Dziękuję - powiedziałam z uśmiechem.
-Nie ma sprawy.
Nawet sama nie wiem kiedy doszliśmy do parku. Zaczęliśmy rozmawiać o najbardziej błahych sprawach. Ale i tak było bardzo fajnie. Z nim zawsze było świetnie. Ale ja tak dłużej nie mogłam. Nie wytrzymałam. Abbie miała rację. Musiałam w końcu wziąć sprawy w swoje ręce. Gdy tak rozmawialiśmy nic nie wskazywało na to, że rozmowa zejdzie na całkiem inne tory. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam to, co musiałam.
-Niall, mogę mieć do ciebie pytanie? - spytałam niepewnie.
-Jasne, strzelaj - odpowiedział z uśmiechem. 
-Kim.. kim ja dla ciebie jestem?
-Nie rozumiem o co ci chodzi..
-Po prostu odpowiedz.
-Jesteś.. przyjaciółką. Najlepszą przyjaciółką. I wiem, że mogę ci ufać i o wszystkim z tobą pogadać.
-Ach.. no tak, dziękuję.
-A ja? Kim ja dla ciebie jestem? - spytał po chwili wahania.
-E.. ładny mamy dziś księżyc, nie uważasz? - spytałam wymijająco ignorując jego pytanie.
-Daisy? Kim dla ciebie jestem? - nie dawał za wygraną.
Nie odpowiedziałam. Po prostu przyspieszyłam kroku. Nie umiałam odpowiedzieć na to pytanie. Wiedziałam, że zbyt wiele by mnie kosztowało. Niall dogonił mnie bez trudu. Stanął przede mną i chwycił za ramiona. Staliśmy naprzeciwko siebie milcząc.
-Odpowiedz na pytanie - nalegał.
-A jaki to ma sens? - nie wytrzymałam - po co ci to wiedzieć? Tak, jesteś dla mnie ważny. I może jesteś kimś więcej niż przyjacielem. I okay może zwariowałam. Ale mam tego dość. Nie wiem już co myśleć. Nie umiem cię rozgryźć Niall. Myślałam.. myślałam, że może dasz mi szansę. Ale jak widać się myliłam. 
-Daisy.. ja..
-Daj spokój Niall. Zapomnij o tej rozmowie. Zapomnij o mnie i o całej tej sytuacji. Po prostu wróć do domu. 
Wyrwałam mu się i pobiegłam przed siebie. Słyszałam, jak wołał moje imię, ale mimo to się nie zatrzymałam. Poczułam jak piekące łzy wypełniają mi oczy. Biegł za mną. Słyszałam odgłos jego kroków. Całe szczęście, że było ciemno. Schowałam się za wielkim drzewem i czekałam, aż sobie pójdzie. To nie tak miało wyglądać. Zupełnie nie tak. Kiedy w końcu zniknął mi z oczu, usiadłam na ławce i po prostu się rozpłakałam. Byłam o to na siebie zła. Ale nic nie mogłam poradzić. Łzy same ciekły mi po policzkach. Ocierałam je trzęsącymi dłońmi. W końcu uspokoiłam się na tyle, żeby móc wrócić do domu. Chciałam iść prosto do swojego pokoju, ale w korytarzu natknęłam się na Tom'a. 
-Gdzie się włóczyłaś? - spytał z ironią.
-Nie twój interes palancie - syknęłam i minęłam go.
Jak najszybciej pobiegłam do siebie. Padłam na łóżko i schowałam twarz w poduszkach. Nie tak wyobrażałam sobie tą rozmowę. I po co uciekłam? Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Raz, drugi, trzeci. Nikomu nie chciało się ruszyć tyłka. W końcu zwlokłam się z łóżka i zbiegłam na dół. Otworzyłam nie patrząc przez wizjer. Stanęłam oko w oko z Niall'em. I nim zorientowałam się, co się dzieje, chłopak przybliżył się do mnie, ujął moją twarz w dłonie i pocałował. Byłam tak zaskoczona, że przez chwilę stałam bez ruchu. Jednak po chwili odwzajemniłam pocałunek i wpiłam się w jego słodkie usta. Przyciągnął mnie do siebie i nie przestawał całować. Objęłam go za szyję i napawałam się chwilą. Kiedy w końcu nasze usta się od siebie oderwały, Niall nadal mnie nie puszczał. Nie wiedziałam, co jest grane.
-Jestem palantem - powiedział - skończonym dupkiem. Nie miałem pojęcia, że coś do mnie czujesz. Kiedy zadałaś mi to pytanie.. nie wiedziałem, co mam ci powiedzieć. Bałem się twojej reakcji, więc palnąłem tą gadkę o przyjaźni. Od dawna jesteś dla mnie kimś ważnym. Ale nie byłem pewien swoich uczuć. Nie wiedziałem do końca, czy chcę zaczynać nowy związek, gdy w moim sercu była jeszcze Hayley. Ale dzisiaj.. właśnie dzisiaj zdałem sobie sprawę, że mogłem cię stracić. A tego bym nie wytrzymał.
-Ja.. nie wiem co powiedzieć - wydusiłam kompletnie zdezorientowana.
-Kocham cię - powiedział i spojrzał mi prosto w oczy - i naprawdę żałuję, że zrozumiałem to tak późno. 
-Ja też cię kocham - powiedziałam bez chwili zastanowienia i go pocałowałam.
A jednak ta historia miała swoje szczęśliwe zakończenie. Którego kompletnie się nie spodziewałam.
-A więc oficjalnie - powiedział Niall - czy uczynisz mnie tym szczęściarzem i zostaniesz moją dziewczyną?
-Oczywiście, że tak. O niczym innym nie marzę! - odpowiedziałam i znów poczułam jego usta na swoich.
-W takim razie od teraz jesteś moja. I nikomu cię nie oddam. 
-Bardzo mi to odpowiada. 
Oboje się zaśmialiśmy. Nagle usłyszałam czyjeś kroki na schodach. Niall w mig zrozumiał o co chodzi. Cmoknął mnie w policzek i zniknął. Zamknęłam drzwi w ostatniej chwili. Lexi była już na dole.
-Kto to był? - spytała patrząc na mnie podejrzliwie. 
-Nikt ważny - odpowiedziałam zdawkowo, minęłam ją i poszłam do siebie.
Na ustach wciąż czułam smak warg Niall'a. I nie mogłam przestać się uśmiechać. Padłam na łóżko, przytuliłam poduszkę do piersi i gapiłam się w sufit. Dobrze, że mu o tym powiedziałam. Bo gdybym tego nie zrobiła, nadal żyłabym w niepewności. Nagle usłyszałam dźwięk sms'a. Wzięłam do ręki telefon i odczytałam jego treść: Zapomniałem się pożegnać! Więc.. dobranoc blondie! Słodkich snów. Niall. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i odpisałam: Dobranoc blondasku! Kocham cię. D. W końcu przebrałam się w piżamę i poszłam spać. Ten dzień zdecydowanie mogłam uznać za udany. Z taką myślą zasnęłam.


[NIALL]

Kiedy tylko Daisy zniknęła mi z pola widzenia, poczułem coś, czego nie jestem w stanie opisać. Już od dłuższego czasu zastanawiałem się nad tym, co do niej czułem. W moim sercu nadal była Hayley, pomimo tego, że od jej śmierci minęło już trochę czasu. Daisy była inna. Przyjazna, zabawna, pełna życia i optymizmu. I naprawdę bardzo lubiłem spędzać z nią czas. I naprawdę bardzo lubiłem spędzać z nią czas. Gdybym mógł, siedziałbym z nią całymi dniami. Była dla mnie jak przyjaciółka.. ale czy czułem do niej coś więcej? Nie byłem tego do końca pewien. Aż do dzisiaj. Do chwili gdy powiedziała, że jestem dla niej kimś ważnym. Zupełnie nagle i niespodziewanie dotarło do mnie, że przez te wszystkie dni tłumiłem w sobie to uczucie. Tłumiłem w sobie to, że była dla mnie kimś o wiele więcej niż przyjaciółką. Gdy patrzyłem na Zayn'a i Abbie, Hazzę i Catherine czy Liam'a i Britney, chciałem być tak szczęśliwi jak oni. I mogłem być. Gdybym tylko nie schrzanił całej sprawy. Pobiegłem za blondynką, ale nie było już po niej ani śladu. Zupełnie jakby rozpłynęła się w powietrzu. Wkurzony na siebie kopnąłem jakiś kamyk i usiadłem na ławce, chowając twarz w dłoniach. Musiałem to jakoś naprawić. Musiałem zrobić cokolwiek, żeby Daisy zrozumiała, że jest dla mnie kimś wyjątkowym. Tylko dlaczego zrozumiałem to tak późno? Musiałem coś zrobić. I to jak najszybciej. Wstałem z ławki i szybkim krokiem zmierzałem w kierunku jej domu. A gdy już się pod nim znalazłem, widziałem światło palące się w jej pokoju. Wróciła. Bez zastanowienia podszedłem do drzwi i nacisnąłem dzwonek. Żadnej reakcji. Ponowiłem próbę kilka razy. I w końcu drzwi się otworzyły. Gdy tylko ją zobaczyłem, nie wytrzymałem. Podszedłem do niej i pocałowałem. Na początku stała sztywno, ale w końcu odwzajemniła pocałunek. W końcu poczułem się na swoim miejscu. Wiedziałem, że już wszystko powinno być w porządku. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Powiedziałem, co miałem do powiedzenia, przeprosiłem ją, powiedziałem, że ją kocham. A kiedy odpowiedziała twierdząco na pytanie, czy chce zostać moją dziewczyną, znów ją pocałowałem. Kiedy usłyszałem kroki na schodach, cmoknąłem ją w policzek i zniknąłem za ścianą domu. Drzwi się zamknęły. Musiałem wracać. Robiło się już późno. Napisałem Daisy krótkiego sms'a i szybkim krokiem ruszyłem w kierunku domu. Miałem cichą nadzieję, że wszyscy będą już spać, ale niestety tak nie było. Zayn i Abbie byli w salonie i wyrywali sobie pilota, Liam majstrował coś przy dekoderze a Hazz, Lou i Stacy siedzieli w kuchni. Przywitałem się z nimi i chciałem iść prosto do siebie, ale zatrzymał mnie głos Abbie.
-Ej, Horanku! - krzyknęła - nie chcesz do nas dołączyć? Zamierzamy obejrzeć jakiś durny film i pośmiać się z aktorów. Zabawa gwarantowana!
-Oczywiście jak oddasz mi pilot - odezwał się Zayn - no dalej Abbs, przecież ja wybiorę lepszy!
-Nieprawda! - sprzeciwiła się - teraz moja ko.. ej!
W tym momencie Zayn wyrwał jej pilot i zaczął uciekać. Dziewczyna bez zastanowienia pobiegła za nim i zaczęli gonić się po całym domu. W końcu całkiem zniknęli mi z pola widzenia. Poszedłem więc do kuchni. Reszta szykowała jakieś przekąski. Pomogłem im zanieść wszystko do pokoju. Ale myślami ciągle byłem z Daisy. Usiedliśmy na kanapie i czekaliśmy na goniącą się parę matołów. W końcu do salonu weszła Abbie z triumfalnym uśmiechem i pilotem w ręce. Zayn szedł zaraz za nią.
-Ten jej urok osobisty doprowadza mnie do szaleństwa! - powiedział i wzniósł oczu do sufitu.
-Też cię kocham mój ty przystojniaku - powiedziała i pocałowała go w policzek.
-Bo zacznę rzygać tęczą - powiedziała Stacy i wywróciła oczami. 
-Oj siedź cicho - powiedział do niej Zayn i wystawił jej język.
-A tak właściwie Niall, gdzie się podziewałeś? - spytał mnie Liam. 
-Byłem z Daisy - odpowiedziałem obojętnie.
-No tego to się można było domyślić - odezwał się Hazz.
-Po prostu oglądajmy już ten film - powiedziałem - i dajcie mi to jedzenie!
Zupełnie nagle poczułem się głodny. Ale to było u mnie normalne. W końcu Abigail włączyła jakiś kanał i zajęliśmy się filmem. Sądząc po opisie był to horror, ale jak zwykle zamieniliśmy go w komedię. Poczułem się swobodniej i żartowałem razem z resztą. Spędzanie czasu z przyjaciółmi, to było jednak coś.

[ABIGAIL]

Kiedy tylko film się skończył, musiałam zbierać się do domu. Zaraz po wycieczce za miasto przyjechaliśmy do domu chłopaków i kombinowaliśmy co dalej robić. Dzień był naprawdę piękny a Zayn zabrał mnie w bardzo malownicze miejsce. Nie wiedziałam jak je znalazł, ale to nie było ważne. Po prostu było cudownie. Mój chłopak upierał się, że zawiezie mnie do domu, ale uparcie protestowałam.
-Mój samochód stoi u was od wczoraj - powiedziałam - muszę go w końcu odstawić. To tylko 15 minut drogi. 
-Ale jest ciemno i..
-Zayn daj spokój - przerwałam mu - już nie raz jeździłam w nocy. I nic mi nie jest. Nie dramatyzuj. Do zobaczenia jutro.
Pocałowałam go na pożegnanie i wyszłam z domu, zanim zdążył wymyślić kolejne argumenty. Oszukałam kluczyki i wsiadłam do swojego wozu. Po chwili byłam już na drodze. Włączyłam radio i zaczęłam śpiewać pod nosem. Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka telefonu. Wyciągnęłam go i niechcący wypadł mi z ręki.
-Szlag - zaklęłam pod nosem i schyliłam się, żeby go podnieść.
I właśnie to był mój błąd. Straciłam panowanie nad samochodem. Zjechałam z trasy nie mogąc zapanować nad pojazdem. Nawet sama nie wiem kiedy samochód zderzył się z drzewem. Uderzyłam się głową o szybę, rozbijając ją i poczułam ostry ból. Nic więcej nie widziałam. Po prostu straciłam przytomność...

___________________________________
No hejcia :D Rozdział miał być wczoraj, ale.. nie miałam internetu -,-
Dzisiaj też jest taki sobie, ale jakoś udało mi się dodać :)
Mam nadzieję, że wam się podoba :)
Czytasz = komentujesz ♥
I może pobijemy rekord komentarzy? :D Dobijamy do 35? :D
No proszę, jest was tu 110! Chyba nie proszę o wiele :)
Następny wkrótce! KOCHAM WAS <3




środa, 7 listopada 2012

Thirty - one ♥

[ZAYN]

Wybiegłem za Abbie ze szkoły, ale widziałem tylko jej odjeżdżający samochód. Zakląłem pod nosem i wróciłem do szkoły. Jak zwykle musiałem wszystko spieprzyć. Bo to w końcu ja. Na każdej kolejnej lekcji siedziałem jak nieobecny. Nie zwracałem uwagi na nikogo ani na nic. Chciałem iść jej szukać, ale pewnie wolała zostać sama. Ten pocałunek to chyba jednak nie był najlepszy pomysł. Po ostatniej lekcji, nie czekając na nikogo wsiadłem w samochód i wróciłem do domu. W progu powitała mnie Stacy. Zrobiłem tylko przepraszającą minę i poszedłem prosto do swojego pokoju. Tak bardzo chciałem z nią porozmawiać. Żeby w końcu wszystko się wyjaśniło. Położyłem się na łóżku i wgapiałem się w sufit. Po chwili do mojego pokoju weszła Stacy. Nie zdziwiło mnie to. Wiedziałem, że przyjdzie.
-Co się znowu stało? - spytała i usiadła obok.
-Nic - mruknąłem - znowu spieprzyłem akcję.
-Malik weź ty się wreszcie ogarnij. Co znowu zrobiłeś?
-Pocałowałem ją. A ona uciekła.
-Ou.. to rzeczywiście spieprzyłeś sprawę - powiedziała kręcąc głową.
-Stacy nie pomagasz mi - warknąłem.
-No co? Ja tylko potwierdzam twoje słowa. I nie rozumiem co ty tu jeszcze robisz.
-E.. co?
-Powinieneś jej szukać geniuszu. A nie leżeć na łóżku jak jakiś wielki pan. Zmęczyłeś się czymś czy jak?
-I gdzie niby mam jej szukać? Przecież ona może być wszędzie!
-No to nie wiem. Może ma jakieś swoje ulubione miejsce, co?
-Nie wiem, Stacy. Proszę, daj spokój. Muszę pomyśleć.
-Tylko nie myśl za dużo. Bo na dobre ci to nie wyjdzie.
-Dzięki za wspaniałe rady siostro - powiedziałem z ironią.
-Zawsze do usług - wyszczerzyła się.
I właśnie w tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. "Dajcie wy mi wreszcie święty spokój!" pomyślałem i spojrzałem w bok. Powiedziałem tylko krótkie "proszę". Drzwi niepewnie się uchyliły i w progu stanęła Abbie. Poczułem jak serce podchodzi mi do gardła.

[ABIGAIL]

Stałam pod jego drzwiami przez dłuższą chwilę zastanawiając się, czy aby na pewno powinnam tam wchodzić. W końcu jednak się na to zdecydowałam. Nie mogłam po raz kolejny uciec. To się robiło powoli nudne. Bez względu na to, co tam zastanę, muszę wejść i z nim pogadać - nakazałam sobie w myślach. Podniosłam rękę i niepewnie zapukałam w ciemne, drewniane drzwi. Gdy rozległo się "proszę" nacisnęłam klamkę i niepewnie weszłam do środka. Zayn leżał na łóżku, ale na mój widok momentalnie wstał. Przy nim siedziała jakaś nieznajoma szatynka. Spojrzałam na nią i na niego nie wiedząc, co o tym myśleć. Po chwili dziewczyna wstała i uśmiechnęła się do mnie.
-To ja was zostawię samych. Rozumiem, że macie parę spraw do obgadania. Sprawdzę co robi Louis.
Po tych słowach minęła mnie i już jej nie było. Zostałam z Zayn'em sam na sam. Spojrzałam na niego.
-Czy.. - zaczęłam, ale Zayn nie dał mi skończyć.
-To Stacy - powiedział szybko - moja przyjaciółka z Bradford. Tylko i wyłącznie przyjaciółka. Wpadła na kilka dni.
-Ah.. okay, jasne. 
Kompletnie nie wiedziałam jak się zachować. Inaczej wyobrażałam sobie tą rozmowę.
-Przepraszam, że cię pocałowałem - powiedział chłopak ciągle na mnie patrząc.
-Przepraszam, że uciekłam - oboje się uśmiechnęliśmy.
W końcu Zayn z powrotem usiadł na łóżku a ja zajęłam miejsce na krześle. Włożyłam ręce między kolana i spuściłam głowę. Nadal nie wiedziałam, co powiedzieć. 
-Abbie.. ja.. ta cała sprawa z Eve to.. to wszystko nieprawda.. ona..
-Wiem - przerwałam mu i podniosłam głowę - ja wszystko wiem Zayn. Chłopaki wszystko mi wyjaśnili zaraz jak wyjechałeś. I właśnie dlatego tutaj jestem.
-Umm.. - zamyślił się.
-Przepraszam - po tym słowie spojrzałam mu prosto w oczy - naprawdę bardzo cię przepraszam. Nie powinnam była tak się zachowywać. Mogłam dać ci wyjaśnić i wszystko byłoby okay. Ale nie, ja oczywiście musiałam wszystko zawalić. Musiałam uwierzyć tej pustej laluni w każde jej zakłamane słowo. Jestem głupia i naiwna, wiem o tym. Ale chcę, żebyś wiedział, że naprawdę tego żałuję. I jeszcze raz przepraszam.
Po mojej wypowiedzi Zayn przez chwilę się nie odezwał. W jednym momencie wstał z łóżka, przykucnął przede mną i schował moje ręce w swoich.
-Za nic nie musisz mnie przepraszać. To ja powinienem walczyć. Powinienem zrobić cokolwiek, żebyś mi uwierzyła. Eve wszystko zepsuła. Nie wiem co jest z nią nie tak. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo się cieszę, że tu jesteś. Że w końcu mogę tu z tobą być. Nie czekałem na nic innego Abbie. Czyli teraz będzie już w porządku?
Widziałam w jego oczach nadzieję. I tym trudniej było mi wypowiedzieć kolejne słowa.
-Nie wiem Zayn - odpowiedziałam powoli - to, co się stało.. to wszystko.. ja nie wiem co o tym myśleć. Ale wiem jedno. Zawiodłam cię. I to na całej linii. Nigdy sobie tego nie wybaczę.
-O czym ty mówisz? - spytał zdezorientowany.
-Ja.. - zawahałam się - wiem, że straciłeś do mnie zaufanie. Ja sama już sobie nie ufam. Nie wiem co jest prawdą, a co fikcją. To wszystko mnie przerasta. Kocham cię, ale..
-Ale..? 
-Ale nie możemy być razem Zayn - widziałam, że skrzywdziłam go tymi słowami - zbyt wiele się między nami wydarzyło. To wszystko.. ja tak nie mogę. Po prostu nie mogę. Naprawdę bardzo mi na tobie zależy, ale.. nie chcę więcej takich akcji. Nie chcę cię krzywdzić. Proszę, zrozum mnie.
-Nie Abbie. Nie rozumiem cię - po tych słowach wstał i zaczął chodzić po pokoju - czy ty w ogóle wiesz, co mówisz? Nie chcesz mnie krzywdzić, a właśnie to robisz! 
-Przepraszam.. - sama również wstałam i podeszłam do niego - naprawdę przepraszam. Ale przecież możemy być przyjaciółmi. Może tak będzie nawet lepiej. Nie chcę znowu cię stracić, zrozum. Po prostu muszę dojść do siebie i to wszystko poukładać..
-Nie chcę przyjaźni. Chcę czegoś więcej. Abigail, kocham cię. 
Po tych słowach stanął niebezpiecznie blisko mnie. Nasze twarze dzieliło tylko kilka centymetrów. Ujął moją twarz w swoje silne, ciepłe dłonie i spojrzał prosto w oczy.
-Kocham cię najbardziej na świecie - kontynuował - jesteś moim życiem, rozumiesz? Gdy nie ma cię w pobliżu, czuję jakbym stracił kawałek siebie. Dni bez ciebie były najgorszymi dniami mojego życia. Jesteś moim powietrzem. Nie umiem bez ciebie wytrzymać. Jesteś dla mnie wszystkim, rozumiesz? Nie zrezygnuję z ciebie. Nie ma takiej opcji. 
-Ja.. ale.. 
-Powiedz, że mnie nie kochasz. Powiedz, że te wszystkie wspólne chwile nic dla ciebie nie znaczyły. Powiedz, że jestem dla ciebie nikim i że ci nie zależy. Powiedz, że nie chcesz ze mną być i masz mnie gdzieś. Jeżeli to powiesz, odejdę. Nie będę naciskał. Po prostu dam ci spokój. 
Nadal patrzyłam mu prosto w oczy. Nie byłam w stanie wypowiedzieć tych wszystkich słów. Nie umiałam kłamać. Był dla mnie cholernie ważny. Bez względu na wszystko kochałam go jak wariatka. Bez niego byłam jak róża bez kolców.
-Ja.. nie mogę - powiedziałam zrezygnowana.
Gdy tylko to powiedziałam, nasze usta złączyły się w długim, namiętnym pocałunku. Przyciągnęłam go do siebie i wplotłam mu rękę we włosy, a drugą trzymałam za szyję. Poczułam jego ręce na swoich plecach. Znów byliśmy jednością. Niczym jedna dusza w dwóch ciałach. Mogłam tak spędzić całą wieczność. Ta rozmowa miała wyglądać inaczej. Ale nie mogłam mu odmówić. Nie umiałam. Znów poczułam się szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa. 
-Kocham cię - szepnął mi do ucha gdy się od siebie oderwaliśmy.
-Ja ciebie również - odpowiedziałam i znów wpiłam się w jego usta.
Czyżby wszystko już miało być w porządku? Przez chwilę oddawaliśmy się czułościom, a później położyliśmy się na łóżku. Leżałam bokiem, a Zayn obejmował mnie w talii od tyłu i całował w szyję. Było mi tak dobrze. Tak cholernie dobrze. Znów miałam przy sobie swoje szczęście. I nie potrzebowałam niczego więcej.

[LOUIS]

Siedziałem właśnie przed fortepianem i starałem się zagrać którąś z naszych nowych piosenek. Nie mogłem doczekać się promocji naszego nowego albumu. Byłem nieźle podekscytowany. Zaszliśmy tak daleko! Druga płyta. Kolejne piosenki. To wszystko było jak piękny sen. A na dodatek nie mogłem przestać myśleć o przyjaciółce Zayn'a. Gdy tylko pojawiła się w naszym domu, myślałem, że oszaleję. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Przerwałem granie i rzuciłem krótkie "proszę" myśląc, że to któryś z chłopaków. Ale myliłem się. W drzwiach stanęła Stacy. Oparła się o framugę i skrzyżowała ramiona na piersi, uśmiechając się przy tym.
-Cześć Tommo - rzuciła - mogę ci przeszkodzić?
-Jasne, wchodź - odpowiedziałem i uśmiechnąłem się do niej - nic nie robię. Tak tylko sobie gram.
-Jasne, jasne. Wiesz, Zayn odbywa teraz poważną rozmowę ze swoją byłą i nie chciałam im przeszkadzać.
-Zayn gada z Abbie? - zdziwiłem się.
-Jeżeli tak ma na imię szatynka, na której widok o mały włos nie spadł z łóżka, to tak.
-Tak, to z pewnością Abigail. Mam nadzieję, że w końcu będzie między nimi w porządku. Oboje wiele przeszli. Seks na zgodę i będzie perfect.
-Tak, tak. Dobra koniec gadania o nich. Nudzi mi się.
-A na co masz ochotę? - spytałem.
-Na cokolwiek. Jestem otwarta na propozycję. Oczywiście nie chcę się narzucać ani nic. Po prostu..
-Co powiesz na mały spacer? - przerwałem jej.
-Świetnie. Podoba mi się.
-Okay. To chodźmy na spacer a po drodze coś się wymyśli. Kevin! Wychodzę! Pilnuj marchewek! Bo jak Niall znowu je zeżre to śpisz za oknem! - krzyknąłem do sufitu.
-Okay, nie wnikam - powiedziała Stacy i zaczęła się śmiać - rozumiem, że macie swój świat i w ogóle.
-Nasz świat.. ehh.. każdy chciałby do niego należeć, nieprawdaż?
-Jasne, jasne Tomlinson. Jesteście perfekcyjni. Daj mi 15 minut, zgoda?
-Jasne wasza wysokość - powiedziałem i wyszczerzyłem się.
-Nie radzę ci tego robić - powiedziała z uśmiechem - jak raz zaczniesz traktować mnie po królewsku, to prędko się mnie nie pozbędziesz.
-Em.. w takim razie.. niech wasza wysokość idzie się przyszykować a ja poczekam na dole.
Stacy zaśmiała się, pokręciła głową i wyszła z pokoju. Poczułem jak serce zaczyna bić mi coraz szybciej. Czyżbym właśnie się z nią.. umówił? Szybko poszedłem do siebie, przebrałem się w czyste rzeczy, spryskałem perfumami i wróciłem na dół. Dziewczyny jeszcze nie było, więc jak gdyby nigdy nic usiadłem na kanapie i czekałem. Zeszła po schodach 5 minut później ubrana w TEN zestaw. Uśmiechnąłem się do niej, co odwzajemniła i wyszliśmy. Pogoda nie była idealna, ale przynajmniej nie było tak zimno. Wiedziałem, że ludzie robili nam zdjęcia. W końcu ja byłem sławny, a wcześniej widziano ją zapewne z Malikiem. Zastanawiałem się jaką intrygę wymyślą tym razem. Na razie postanowiłem się tym nie przejmować. Zaczęliśmy rozmawiać, żartować i śmiać się z czego popadnie. W końcu dostaliśmy takiej głupawki, że śmieszyło nas dosłownie wszystko.
-Ej, ej! Patrz! Tam jest listonosz! - krzyknęła Stacy i wskazała przed siebie.
-Ee.. Stacy? Przecież to zakonnica..
-Tak? Jesteś pewien? A może to listonosz przebrany za zakonnicę, co? Nie przyszło ci to do głowy?
-Tak, jasne. Jeszcze mi powiedz, że to tajny agent, który szpieguje ludzi w przebraniu zakonnicy.
-Wiesz co? Jak chcesz zabłysnąć to posmaruj się margaryną!
-Och, to było takie zabawne jak maluch jadący autostradą!
-A właśnie, że maluch jadący autostradą jest zabawny! Widziałeś kiedyś malucha na autostradzie?
-Jeszcze nie, ale..
-Ha! I tu cię mam Tomlinson! Wygrałam!
-E.. to my w coś graliśmy?
-Nie. Ale i tak wygrałam!
-Twoja logika jest nielogiczna!
-Nie rozumiem twojego rozumowania!
W końcu nie mogliśmy wytrzymać. Ze śmiechu łapaliśmy się za brzuchy i usiedliśmy na najbliższej ławce, nie mogąc się opanować. Ludzie dziwnie na nas patrzyli, ale jakoś nie zwracaliśmy na nich szczególnej uwagi. Bawiliśmy się naprawdę świetnie. Gdy już uspokoiliśmy się na tyle, żeby móc normalnie mówić, zdecydowaliśmy się na kino. Wybraliśmy jakiś film i usiedliśmy w ciemnej sali. Zaraz po czołówce zaczęliśmy do siebie szeptać.
-Patrz jaka ta laska ma odrosty! Mogłaby zainwestować w farbę - usłyszałem głos Stacy i zaśmiałem się pod nosem
-Widocznie trudno jej zainwestować w farbę. Ma ważniejsze wydatki - odszepnąłem.
I tak przez cały film. Ludzie cały czas odwracali się, posyłali nam groźne spojrzenia i robili "ćsiii!". Nam jednak to nie przeszkadzało. W końcu po prostu jakiś gość wyrzucił nas z sali. Nawet to nas nie ruszyło. Śmialiśmy się cały czas.
-Jego matka musi być bardzo zimna - powiedziała Stacy, gdy szliśmy chodnikiem.
-Zimna? Czemu?
-Bo urodziła takiego bałwana.
I znowu śmiech. Nawet nie czułem upływu czasu. Dopiero gdy zaczęło się ściemniać, ruszyliśmy w kierunku domu. Już na podjeździe usłyszeliśmy głośną muzykę. Czyli wieczór jeszcze się nie skończył. Weszliśmy do salonu, gdzie bawiła się cała masa ludzi a Zayn i Abbie stali za konsolą i puszczali muzykę. Przytuleni do siebie. Uśmiechnąłem się na ten widok. Czyli do siebie wrócili. Stacy również ich zauważyła, ale chyba nie zwróciła na to większej uwagi. Pociągnęła mnie za rękę i znaleźliśmy się przy stole z napojami i przekąskami. Wzięliśmy sobie po drinku i stanęliśmy pod ścianą. Rozpoznałem kilkanaście osób z Drasblow i członków naszego bandu. Była też oczywiście Britney, Catherine i Daisy. Po chwili znudziło nam się zwyczajne stanie. Poprosiłem Stacy do tańca. Zgodziła się bez żadnych przeszkód. Odstawiliśmy szklanki i weszliśmy miedzy ludzi. Zaczęliśmy kołysać się w rytm muzyki. Zapowiadała się naprawdę świetna impreza.

[ZAYN]

Jeżeli można być szczęśliwym, to tylko w jednym wypadku: gdy mamy przy sobie swoje szczęście. Osobę, dzięki której chce nam się wstawać rano, byle tylko ją zobaczyć. Osobę, dzięki której nasze życie staje się lepsze i wypełnia się wszystkimi kolorami. Czujesz się jakby na swoim miejscu. Miejscu we wszechświecie. Z tą jedyną osobą. Dla mnie tym kimś była Abigail. Przy niej czułem się idealnie. Bo ona sama była idealna. I wiem, powiecie, że ideały nie istnieją. Okay. Dla was może nie. Ale dla mnie owszem. Była moim aniołem. I tego dnia byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Gdy tylko weszła do mojego pokoju, poczułem jak ciarki przechodzą mi po całym ciele. Od razu zapragnąłem mieć ją tylko dla siebie. A kiedy nie była w stanie wypowiedzieć słów, że mnie nie kocha, kiedy nasze usta w końcu złączyły się w pocałunku, myślałem, że oszaleję ze szczęścia. Może się to wydawać dziwne, ale co ja mogę poradzić? Tęskniłem za nią. Każda komórka mojego ciała tęskniła za tymi wszystkimi wspólnymi chwilami. A teraz, gdy wszystko było na dobrej drodze, mogło być więcej takich chwil. Tak wiem, zachowuję się jak jakiś zakochany nastolatek. Ale taka jest prawda. I nic nie mogę na to poradzić. Gdy leżeliśmy na moim łóżku wtuleni w siebie myślałem tylko o niej. O tym jaka jest piękna, wspaniała, kochana, inteligentna, urocza. Kiedy się uśmiechała, uśmiechałem się razem z nią. Kiedy płakała, tuliłem ją do siebie i mówiłem, że wszystko będzie okay. Bo w końcu mieliśmy siebie. Znów do siebie należeliśmy. Tylko JA i ONA. Dwoje ludzi, jeden świat. Obejmując ją w talii, położyłem jej głowę na ramieniu i zamknąłem oczy.
-Wiesz, miłe jest to wspólne leżenie - odezwała się - ale ja zaraz będę musiała uciekać.
-Nigdzie nie idziesz - powiedziałem jej do ucha - jestem twoim sumieniem i każę ci tu zostać.
-No cóż.. sumienia chyba muszę posłuchać..
Ucałowałem ją w policzek i wróciłem do poprzedniej pozycji. Mógłbym tak przeleżeć nawet cały dzień. Byle tylko być z nią. Ale miała rację. Ile można? Westchnąłem i powoli wstałem z łóżka.
-Ej, Romeo, a ty dokąd?
-Idziemy na dół. Najwyższy czas powiadomić chłopaków, że znów jesteś moja - odpowiedziałem i podałem jej rękę, którą chwyciła i wstała.
-Nigdy nie przestałam być twoja głuptasie - ucałowała mnie w czubek nosa
Zaśmiałem się i wziąłem ją za rękę. Powoli zeszliśmy po schodach. W salonie zastaliśmy Harry'ego, Niall'a i Liam'a. Gdy nas usłyszeli od razu odwrócili się w naszym kierunku. Nie musieliśmy nawet nic mówić. Przyciągnąłem Abbie do siebie i ucałowałem w czubek głowy.
-A więc.. - zacząłem, ale nie dane mi było skończyć.
Chłopaki od razu zerwali się z kanapy i podeszli do nas bijąc brawo i coś wykrzykując. Każdy z nich po kolei nas przytulił i życzyli nam powodzenia.
-Czyli Zabbie wraca tak? - odezwał się Harry.
-Zabbie? - zdziwiła się Abbie.
-Połączenie imion Zayn i Abbie głuptasie - wyjaśniłem jej - taki mały mix.
-Ach tak. Podoba mi się - uśmiechnęła się.
-A więc plan jest taki - powiedział Harry biorąc do ręki telefon - ja załatwiam alkohol i jedzenie, Niall z Liam'em robią listę gości a Zayn odpowiada za muzykę.
-Zaraz, zaraz. Ale że o co chodzi? - spytałem.
-Robimy imprezę, hello? Mamy co oblewać!
-A gdzie właściwie jest Lou? - spytał Liam.
-Wyszedł gdzieś ze Stacy godzinę temu - odpowiedział Niall - więc mamy go z głowy. To jak?
-Do pracy! - krzyknął Hazz i zniknął w kuchni.
Nie pozostało nam nic innego, jak zająć się swoją robotą. Podszedłem do konsoli i sprawdziłem jaką muzykę mamy do dyspozycji. Abbie postanowiła lekko ogarnąć salon bo jak stwierdziła "nie ma co robić i chce się na coś przydać". Nie mieliśmy nic przeciwko. Choć cały czas patrzyłem tylko na nią, a gdy nasze spojrzenia się spotykały, uśmiechaliśmy się do siebie lub posyłaliśmy całusy. Wszystko znów było na swoim miejscu. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi i Harry pobiegł otworzyć. Nadeszła dostawa jedzenia i alkoholu. Przy pomocy Niall'a wnieśli wszystko do środka, a Liam nadal obdzwaniał ludzi.
Kiedy wszystko już było gotowe, Abigail stwierdziła, że musi jechać do domu i się przebrać. A że ja nie chciałem się z nią rozstawać ani na chwilę, zaproponowałem, że ją odwiozę.
-Przyjechałam własnym samochodem - powiedziała z uśmiechem.
-Powiedzmy, że nie przyjechałaś. Jedziesz ze mną i kropka - pocałowałem ją w usta i wyszliśmy z domu.
Wsiedliśmy do mojego samochodu i pojechaliśmy do niej. Podczas gdy ona się szykowała, ja włączyłem telewizor i wgapiałem się w ekran nie wiedząc nawet co oglądam. W końcu zeszła po schodach ubrana TAK. Uśmiechnąłem się na jej widok. Jak zwykle wyglądała prześlicznie. Wyłączyłem TV, podszedłem do niej i pocałowałem.
-Jak ja cię kocham - powiedziałem patrząc jej prosto w oczy - nawet sobie tego nie wyobrażasz, wiesz?
-Kocham cię bardziej matole - odpowiedziała i pocałowała mnie w policzek - a teraz chodź, bo się spóźnimy.
-Nie pobijesz mnie w kochaniu ciebie - wyszczerzyłem się - i wiesz co? Muszę przyznać, że dzisiaj wyjątkowo, wyglądasz lepiej ode mnie.
-Co? Nie no nie wierzę!
-Ej.. ja to powiedziałem na głos?
-Tak. I teraz się już nie wycofasz. I dziękuję bardzo.
-Eh. Dzisiaj wyjątkowo nie będę się kłócił. Chodź, spadamy stąd.
Zaśmiała się tylko i wróciliśmy do samochodu. W 10 minut byliśmy już pod naszym domem, gdzie stało już kilka samochodów. Rozpoznałem wśród nich m.in. auto Josh'a i Sandy'ego. Weszliśmy do środka, gdzie parę osób już tańczyło. Przy konsoli stał Harry i próbował coś włączać. Korzystając z okazji, porwałem Abbie i zaciągnąłem ją na środek. Hazz to zauważył i od razu puścił wolny kawałek. Objąłem dziewczynę w pasie i wtuleni w siebie kołysaliśmy się w rytm spokojnej melodii. W międzyczasie przyszła reszta gości. Dom zapełnił się ludźmi. Gdy tylko pojawiła się Cat, Brit i Daisy, od razu podbiegły do nas, zaczęły przytulać, gratulować i życzyć szczęścia. Reszta w sumie robiła to samo. Odciągnęły ode mnie Abigail, więc korzystając z okazji, zmieniłem Harry'ego przy sprzęcie. Zgodził się bez problemów i od razu pobiegł do Catherine całując ją na powitanie i ciągnąc za sobą do kuchni. Zaśmiałem się tylko i włączyłem jakiś kawałek. Ludzie chyba dość dobrze się bawili. A ja w końcu mogłem bez żadnych przeszkód powiedzieć: Tak, jestem cholernie szczęśliwy. I nikt mi tego nie zepsuje. I choć wiedziałem, że Eve coś szykuje, miałem pewność, że mi i Abigail to już nie zaszkodzi. Znała całą prawdę. Wiedziała co i jak. Nałożyłem na uszy słuchawki i kręciłem głową w rytm muzyki. Nagle ktoś podszedł do mnie i przytulił od tyłu. Wiedziałem kto to. Nietrudno było się domyślić. Zaśmiałem się i odwróciłem do swojej dziewczyny. Uśmiechała się od ucha do ucha. Szybko nachyliłem się nad nią i pocałowałem najczulej jak umiałem. Nasze wargi idealnie do siebie pasowały. Objąłem ją w talii i wspólnie wybieraliśmy piosenki, ciągle się przy tym śmiejąc. W końcu drzwi do domu się otworzyły i do środka wszedł Louis i Stacy. Pomachałem im i znów skupiłem się na konsoli. Nagle podszedł do nas Liam.
-No weźcie ludzie - powiedział wywracając oczami - puśćmy muzykę, niech leci po kolei a wy chodźcie się wreszcie bawić. To w końcu impreza dla was! Hello? No już, spadać tańczyć.
-Okay, okay - zaśmiałem się.
Włączyłem muzykę, żeby leciała sama i razem z Abbie wmieszaliśmy się w tłum. Lou i Stacy zrobili to samo. Widać było, że świetnie się ze sobą bawią. Patrzyłem na to pod dziwnym kątem. Niby do siebie pasowali, ale Stacy przecież mieszka w Bradford. I zawsze zarywała do chłopaka, który akurat wpadł jej w oko. Musiałem z nią o tym pogadać. Ale w tamtej chwili to nie było ważne. Najważniejsze było to, że mogłem być z Abbie i znów patrzeć na jej cudowny uśmiech i iskierki w oczach. Czy można chcieć czegoś więcej? 


________________________________
A więc tak ;] Macie nowy rozdzialik :D 
Wooohooo xd hahahah :D 
Mam nadzieję, że wam się spodoba kochane < 3 
Czekam na wasze opinie w komentarzach, zresztą jak zawsze :)
Czytasz = komentujesz ♥
Zasada ciągle ta sama :) 

A poza tematem: aaaaaaaaaaaaaaaaaaa! "KOCHAMY WAS" rozwaliło mnie do końca. No po prostu siedzę, słucham tego w kółko i ryczę jak głupia ♥ One Direction Infection w stadium zaawansowanym! Już nie mogę doczekać się pełnego wywiadu! LINK:

Dobra, KOMENTOWAĆ ! :D 


sobota, 3 listopada 2012

Thirty ♥

Impreza minęła szybko. Wróciłem do domu taksówką, bo sam nie byłem w stanie iść. Zabawa ze starymi znajomymi to było jednak coś. Stacy też przeholowała. Zasnęła w samochodzie, więc sam musiałem zanieść ją do łóżka. Potknąłem się przy tym, ale na szczęście nie straciłem równowagi. Będąc już w swoim pokoju, rzuciłem się na łóżko i od razu zasnąłem.
Następnego dnia dopadł mnie kac morderca. Ale tego mogłem się spodziewać. Odruchowo spojrzałem na telefon, ale przypomniałem sobie, że przecież go wyłączyłem. I nie miałem zamiaru go uruchamiać. Jeszcze przez 3 dni miałem mieć święty spokój od gwiazdorskiego życia. No, prawie. Bo w Bradford też miałem fanki. I jakoś wcale mi to nie przeszkadzało. Wyszedłem na balkon i zapaliłem papierosa. Zaciągając się dymem, myślałem o Abbie. O tym, co teraz robi. Dziwne. Wyjechałem, żeby zapomnieć a ciągle o niej myślałem. To było trudniejsze niż mi się wydawało. Ale czy w życiu cokolwiek jest łatwe? A może tak było dla niej lepiej? Maskowała się, że wszystko jest okay. Ale widziałem, jak nieraz płakała przez wpisy niektórych fanek, które wyzywały ją od najgorszych. Widziałem, jak bardzo przeżywała to, że niektórzy ludzie nienawidzą jej tylko dlatego, że jest ze mną. Poprawka: była ze mną. To niszczyło ją od środka. Co prawda nigdy mi o tym nie powiedziała, nie skarżyła się, ale ja wiedziałem swoje. Takie coś każdego mogło zniszczyć. Widziałem, jak niektóre fanki na nią patrzyły, gdy szła ze mną za rękę, lub mnie przytuliła. Czasami tego nie rozumiałem. A one nie rozumiały tego, że swoim zachowaniem niszczą niewinnego człowieka. Człowieka, który tak naprawdę nic im nie zrobił. Ale co poradzić? Żyjemy w XXI wieku, gdzie chamstwo szerzy się na kilometry. Cieszyłem się, że mamy fanki, które akceptują to, że jesteśmy z kimś związani i cieszą się naszym szczęściem. Wspierają nas i dopingują. Abbie była kruchą osobą. I choć udawała, że wszystko jest OK, było widać, że czasami po prostu miała dość. Tylko dlaczego zacząłem zwracać uwagę na te szczegóły dopiero teraz? Dlaczego nie zareagowałem wcześniej? Mogłem jakoś z nią porozmawiać. Albo przynajmniej poprosić o zaprzestanie wysyłania wulgaryzmów. Skończywszy papierosa wróciłem do środka. I od razu usłyszałem głos mamy:
-Zayn! Ktoś do ciebie! - krzyknęła z dołu.
-Idę! - odkrzyknąłem i zbiegłem po schodach.
Myślałem, że to Stacy. Ale bardzo się myliłem. Stanąłem w pół kroku i zaniemówiłem. W progu stała uśmiechnięta Eve. Poczułem, jak coś się we mnie gotuje. Po tym wszystkim miała czelność przyjeżdżać do mojego domu?! Tego już było za wiele.
-Cześć kochanie! - powiedziała i podeszła do mnie.
O mały włos nie pocałowała mnie w policzek. Złapałem ją mocno za ramiona i odsunąłem od siebie najdalej jak mogłem.
-Co ty tu do cholery robisz? - syknąłem - po co tu przyjechałaś? Po co w ogóle pokazujesz mi się na oczy? Nie masz już dość mieszania mi w życiu?
-Po pierwsze grzeczniej - wywróciła oczami - po drugie puść mnie. A po trzecie przywitaj się ze mną jak należy.
-Do jasnej cholery Eve! Kiedy ty wreszcie dasz sobie spokój? Kiedy wreszcie dotrze do ciebie to, że nigdy nie będziemy razem? Kiedy zrozumiesz, że na sam twój widok mi niedobrze?!
Widziałem, że uraziłem ją tymi słowami. Wyrwała mi się i spojrzała mi prosto w oczy.
-Dlaczego ty mnie tak nienawidzisz? - spytała płaczliwym głosem - ja chcę tylko, żebyś mnie kochał! Czy to tak wiele?
-No ty sobie chyba żartujesz! Pytasz, dlaczego cię nienawidzę? Bo zniszczyłaś moje szczęście! Naprawdę tego nie rozumiesz? Kocham Abigail i nigdy nie przestanę jej kochać! Nigdy też nie pokocham nikogo innego! A ty.. ty wszystko zepsułaś! Wszystko, na czym tak cholernie mi zależało! Śledzisz mnie, krzywdzisz i myślisz, że będzie okay? Nie, nie będzie! Czemu nie możesz zostawić mnie w spokoju? Dlaczego nie możesz odpuścić?
-Bo cię kocham..
-Nieprawda! Nie możesz mnie kochać. Przecież w ogóle mnie nie znasz! A ja nigdy nie będę w stanie pokochać ciebie. Zrozum to wreszcie. I daj mi spokój.
-Więc.. mam sobie odejść? I nigdy nie wrócić, tak? Dać ci święty spokój i nie zakłócać twojego życia?
-O niczym innym nie marzę. Proszę cię, zajmij się swoim życiem. Zrób coś. Wyjdź z przyjaciółmi, idź na imprezę, znajdź sobie drugą połówkę, cokolwiek. Ale z dala ode mnie.
-W porządku - warknęła - skoro tego właśnie chcesz, zniknę. Myślałam, że jesteś inny Zayn. Ale jesteś dokładnie takim samym dupkiem, co cała reszta. Trzymaj się swojego gwiazdorskiego tyłka, włos ci z głowy nie spadnie. Powodzenia z Abbie. Szkoda tylko, że myśli, że jestem z tobą w ciąży.
-Zaraz, chwila. Co?!
-To, co słyszałeś. Byłam u niej. Powiedziałam, że jestem w ciąży. Jaka ona jest naiwna - szydziła z niej - uwierzyła w każde moje słowo. Powiedziałam, żeby trzymała się od ciebie z daleka i tak zrobiła. To naprawdę musiała być miłość. Skoro ta mała suka tak łatwo zrezygnowała.
-Jeszcze słowo - syknąłem i spiorunowałem ją wzrokiem -i nie ręczę za siebie. Wynocha z mojego domu. Wynocha z mojego życia. I nigdy nie wracaj.
-Jasne, jasne. Żegnaj Zayn. Przynajmniej na razie. Dopóki nie wymyślę czegoś lepszego.
Po tych słowach odwróciła się i wyszła. Zacisnąłem usta i pięści. Przez dłuższą chwilę musiałem opanowywać emocje. Moim ciałem wstrząsały dreszcze. Byłem tak wściekły, jak chyba jeszcze nigdy. Mimo wszystko to nie był jeszcze koniec. Wiedziałem, że Eve jest w stanie wymyślić coś jeszcze gorszego. Musiałem jak najszybciej porozmawiać z Abigail. Tylko jak? Zdenerwowany wróciłem do swojego pokoju i zamknąłem drzwi na klucz. Musiałem coś wymyślić. Chodziłem w tę i z powrotem, ale nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. Wszystko się psuło. W końcu zrezygnowany poszedłem pod prysznic. Przebrałem się w czyste rzeczy, ułożyłem włosy i zszedłem na dół. Tak jak myślałem, w kuchni czekało na mnie śniadanie, które zjadłem ze smakiem. Zaraz po nim wyszedłem z domu. Kierowałem się prosto do Stacy. Musiałem z kimś pogadać. Zapukałem do drzwi i czekałem cierpliwie. Otworzyła mi jej mama. Zaprosiła mnie do środka i od razu pobiegłem do pokoju przyjaciółki. Z przyzwyczajenia wszedłem bez pytania i od razu tego pożałowałem. Stacy stała w samej bieliźnie i piorunowała mnie wzrokiem.
-Emm.. wybacz.. ja.. - jąkałem się i od razu się odwróciłem.
-Istnieje coś takiego jak pukanie Malik - warknęła.
-Przepraszam.. to z przyzwyczajenia..
-Okay, okay. Odwróć się.
Zrobiłem to i lekko się uśmiechnąłem. Narzuciła na siebie długą koszulkę, która sięgała jej do połowy ud i usiadła na łóżku. Musiałem przyznać, że wyglądała całkiem atrakcyjnie. Ale to była Stacy. Połowa chłopaków w Bradford zrobiłaby dla niej wszystko, gdyby tylko o coś poprosiła. Zająłem miejsce na krześle i spojrzałem na nią.
-No więc? O co chodzi? - spytała - czemu tak nagle wparowałeś do mojego pokoju?
-Muszę z tobą pogadać.
-Tego zdążyłam się domyślić geniuszu. Więc?
-Była u mnie Eve - powiedziałem i wzdrygnąłem się na samą myśl o niej.
-Ta blond suka, która zepsuła ci związek? - zdziwiła się - a co ona do cholery tu robi?
-Nie mam pojęcia. Ale znowu coś szykuje. Jestem tego pewien. I powiedziała Abbie, że jest ze mną w ciąży. Mam tego wszystkiego dość. Jakby nie mogło być normalnie!
-Ta mała na popierdolone w głowie. I to dosłownie. Co ona sobie wyobraża?
-Mnie się pytasz? To ja przyszedłem po radę, co mam robić. Hello? Ziemia do Stacy!
-A co ja wróżka? - prychnęła - człowieku, weź wreszcie sprawy w swoje ręce i już. Nie wiem, zorganizuj to jakoś, żeby ta twoja dziewczyna nie miała wyjścia i musiała z tobą pogadać. Porwij ją czy coś.
-Haha. Bardzo zabawne, naprawdę. A teraz tak na poważnie.
-A dlaczego nie? Niech ci twoi przyjaciele wywabią ją z domu, przywiozą do ciebie i zamkną was w jakimś pokoju czy coś. Nie będzie miała wyboru. Będzie musiała cię wysłuchać.
-Nie przes.. ej! - urwałem w połowie - to jest.. genialne! Stacy jesteś genialna!
-Ja to wiem i ty to wiesz. Wszyscy zadowoleni.
-Dlaczego ja wcześniej na to nie wpadłem?!
-Bo jesteś tępy..?
-Dzięki. Miła jesteś.
-Wiem. To wrodzone.
Zaśmiałem się i zastanowiłem się nad jej słowami. Nie zamierzałem wcześniej wracać do Londynu. Cały weekend miałem zamiar spędzić w Bradford. Ale zaraz po przyjeździe musiałem pogadać z chłopakami, żeby pomogli mi wszystko zorganizować. Rozmawiałem ze Stacy długo. W końcu ubrała się, ogarnęła i wyszliśmy. Spacerowaliśmy i rozmawialiśmy jak za starych dobrych czasów. Co jakiś czas zaczepiały nas fanki, którym rozdawałem autografy i robiłem wspólne zdjęcia. Jedna włożyła mi w dłoń małą karteczkę i uśmiechając się odeszła. Zdziwiony rozłożyłem papierek i sam się uśmiechnąłem. Było tam tylko kilka słów. Ale i tak wywołały wspomnienia. Z&A Forever! <3 głosił napis. Stacy też go zobaczyła i tylko wywróciła oczami. Zgiąłem karteczkę i włożyłem ją do kieszeni kurtki. Cieszyłem się, że jednak były jeszcze fanki, które wierzyły, że wszystko się ułoży i kibicowały nam. I właśnie tak powinno być. Dzień mijał szybko. Odwiedziliśmy kilka barów, pospacerowaliśmy po Bradford i powspominaliśmy stare, dobre czasy. Ze Stacy nie czułem upływu czasu. I mimo tego, że czasami potrafiła być nieźle wkurzająca, to i tak kochałem ją jak siostrę. Kiedy już odprowadziłem ją do domu, umówiliśmy się na następny dzień i sam poszedłem do siebie.
Niczym się obejrzałem, była już niedziela i musiałem wracać do Londynu. Te kilka dni, które spędziłem w Bradford dały mi wiele do myślenia. I na nowo zbliżyłem się ze Stacy. Nic a nic się nie zmieniła. Wciąż była sobą, za co ją podziwiałem. Potrafiła poprawić mi humor jak nikt inny. Nadal myślałem o Abbie. W każdej wolnej chwili przywoływałem wspomnienia związane z nią. Ale nie sprawiały mi już bólu. Gdy o niej myślałem, uśmiech sam pojawiał mi się na ustach. Spędziłem z nią najpiękniejsze chwile swojego życia. I wiedziałem, że nigdy o niej nie zapomnę. Kochałem ją jak wariat i zamierzałem o nią walczyć. Nawet, jeżeli ona tego nie chciała.
-Hej, a może pojedziesz ze mną? - spytałem Stacy, pakując swoje rzeczy do bagażnika.
-Że ja? Do Londynu? - zdziwiła się.
-A czemu nie? Mamy w domu wolny pokój. Mogłabyś zostać ile byś tylko chciała.
-Zayn, ale ja też mam szkołę. Nie zapominaj.
-Wiem. Ale wiem też, że i tak zamierzałaś powagarować przez ten tydzień. Więc?
-No.. w sumie..
-Nie daj się prosić. Wiem że i tak się zgodzisz. Więc maszeruj do domu, spakuj się i jedziemy.
-Jesteś wariatem.
-Twoim wariatem siostrzyczko - wystawiłem jej język - no już. Nie mamy całego dnia.
-Okay, okay. Daj mi godzinę.
Nie ma to jak spontaniczne decyzje. Skończyłem pakowanie i w końcu włączyłem telefon. Miałem całą masę nieodebranych połączeń. Liam, Harry, Harry, Louis, Liam, Niall, Abbie, Paul, Liam.. zaraz! Abbie?! Patrzyłem w telefon jak zahipnotyzowany otwierając usta ze zdziwienia. 8 nieodebranych połączeń od dziewczyny, o której nie mogłem przestać myśleć. Od dziewczyny, która nie chciała ze mną rozmawiać. Myślałem, że to może sen. Ale to była prawda. Ona do mnie dzwoniła, a ja miałem wyłączony telefon. Szybko wybrałem jej numer i przystawiłem telefon do ucha. Wybrany abonent jest poza zasięgiem - usłyszałem w słuchawce. Rozłączyłem się i walnąłem się pięścią w czoło. Tylko ja mogłem być takim idiotą. Wsiadłem do samochodu i wytrwale czekałem na Stacy. Musiałem się dowiedzieć o co chodziło. Musiałem wiedzieć, dlaczego dzwoniła. W końcu zauważyłem sylwetkę przyjaciółki. Wysiadłem z samochodu, pomogłem zapakować jej rzeczy do bagażnika i odjechaliśmy. Po drodze powiedziałem jej o telefonie. Też była nieźle zdziwiona. Londyn był już coraz bliżej. A ja miałem coraz większe nerwy. Misję czas zacząć.


[ABIGAIL]

Nie wiedziałam, co mam robić. Nie mogłam skontaktować się z Zayn'em. Musiałam czekać na jego powrót. Przez cały czas zastanawiałam się, co teraz robi. Weekend ciągnął się w nieskończoność. W sobotę odwiedził mnie Alex. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, więc wymówiłam się, że źle się czuję i wróciłam do pokoju. Razem z Harry'm ćwiczyliśmy piosenkę na zajęcia wokalne. Wybór był trudny. Była ich cała masa, a mogliśmy wybrać tylko jedną. W końcu nasz wybór padł na Bonnie Tyler - Total eclipse of the heart.  Zawsze miałam sentyment do tej piosenki. Głównie przez tekst. Gdy jej słuchałam, miałam łzy w oczach. Siedzieliśmy z Harry'm w moim pokoju muzycznym i ćwiczyliśmy. Ja grałam na fortepianie, wsłuchując się w melodię a Harry uczył się tekstu. Podkład mieliśmy gotowy. Nagrany na płycie. Nie pozostało nam nic innego, jak tylko ćwiczyć.
-Dlaczego wybrałaś akurat tą piosenkę? - spytał Loczek przyglądając mi się.
-Mam do niej sentyment.. ale jeżeli chcesz, możemy ją zmienić..
-Nie, nie. Nie ma mowy. Wiesz, śpiewaliśmy ją w X Factor. Też mam do niej sentyment. Wspomnienia wracają - uśmiechnął się pod nosem.
-Skoro tak, to w porządku.
-Wiesz.. myślę, że na pewnym fragmencie spojrzycie sobie z Zayn'em prosto w oczy.
-Że co proszę?
-Nic, nic. Tak po prostu myślę. To jak, śpiewamy?
-Tak.. śpiewamy.
Przez następne dwie godziny ćwiczyliśmy tą piękną piosenkę. Wczuwałam się w nią, jak jeszcze w żadną inną. Z Harry'm śpiewało mi się idealnie. Nasze głosy dobrze ze sobą brzmiały. A uroku dodawała ta jego niesamowita, wokalna chrypka. Ciągle myślałam o Zayn'ie. Ale czy nasz związek miał sens? Czy cokolwiek miało sens? Zayn mi nie ufał. Wiedziałam to na pewno. To ja zniszczyłam to zaufanie. Ja zniszczyłam WSZYSTKO. I nawet gdybym chciała to naprawić, to nigdy nie byłoby tak jak dawniej. Bez zaufania nie ma miłości. A bez miłości nie ma.. nic. Jest tylko pustka, której nic nie jest w stanie zapełnić. Po skończonej próbie, Harry zaproponował mi spacer. W sumie i tak nie miałam nic innego do roboty. Zayn ciągle miał wyłączony telefon, więc w ogóle przestałam próbować się do niego dodzwonić. Szybko poszłam do garderoby i przebrałam się w TO. Poprawiłam makijaż i byłam gotowa do wyjścia. Szliśmy powoli ulicami Londynu ciągle rozmawiając. Z nim nie można się było nudzić. Znosiłam nawet to, że w co drugim słowie chwalił jaka to Cat jest wspaniała, cudowna, oddana, kochana, piękna bla bla bla. Naprawdę ją kochał. Na samą myśl o niej się uśmiechał. Z całego serca życzyłam im szczęścia. Tak samo jak Liam'owi i Brit. Louis nadal szukał swojej drugiej połówki. Chociaż wiele dziewczyn z całego świata uważało się za jego żony. Miał w czym wybierać. Zwróciłam uwagę na to, że Niall coraz więcej czasu spędza z Daisy. Rozmawiają, śmieją się, wychodzą razem. Czyżby Horanek znalazł sobie nową miłość..? Czyżby to o nim mówiła Daisy, gdy wspominała o chłopaku, który jej się podoba? To była ich sprawa. Pogoda jak na październik była piękna. Świeciło słońce, chmury lekko przesuwały się po błękicie nieba, kolorowe liście spadały z drzew i tańczyły razem z wiatrem, a my szliśmy jak gdyby nigdy nic. Dwójka zwykłych przyjaciół. Nie mogę powiedzieć, że normalnych. Harry cały czas się wygłupiał i robił dziwne miny, żeby tylko mnie rozśmieszyć. I udawało mu się to. Nie znałam większego wariata, niż on. No, nie wliczając Louis'a, Liam'a, Niall'a i.. Zayn'a w sumie też. Gdy tylko o nim pomyślałam, od razu poczułam znajome ukłucie w sercu. Szybko potrząsnęłam głową, żeby odpędzić jego twarz sprzed oczu. Nie mogłam teraz o nim myśleć. Zwłaszcza, że podjęłam decyzję, której mogłam bardzo, ale to bardzo żałować. W końcu poszliśmy do kawiarni i zamówiliśmy sobie cappuccino. Harry cały czas o czymś nadawał. W pewnym momencie całkowicie się wyłączyłam i myślami byłam kompletnie gdzie indziej.
-Abbs? Ej, halo? Żyjesz? - usłyszałam głos Hazzy, który wyrwał mnie z rozmyśleń.
-Um, tak. Wybacz, zamyśliłam się.
-Jasne. Wiedziałem, że mnie nie słuchasz - naburmuszył się - jestem aż taki nudny?
-Nie, skądże - uśmiechnęłam się do niego przepraszająco - po prostu.. wiesz.. mam sporo na głowie..
-Eh, rozumiem. Ciągle myślisz o Zayn'ie prawda?
-Niestety tak - spuściłam głowę - podjęłam decyzję. Ale nie wiem, czy jest do końca dobra.
-Nic nie mów. To wasze sprawy. Ale mam nadzieję, że w końcu wam się ułoży. Byliście naprawdę parą idealną.
-Pary idealne nie istnieją Harry - powiedziałam twardo - nie w tym świecie.
-Jak to nie? A ja i Cat? A Liam i Brit? To nie pary idealne? - spytał poruszając brwiami tak, że się zaśmiałam.
-No okay. Oprócz tych wyjątków - wywróciłam oczami.
-No ja myślę - wyszczerzył się.
-Okay, zmieńmy temat. Dlaczego tak właściwie nie jesteś teraz z Catherine tylko ze mną? 
-Od czasu do czasu chyba mogę poświęcić trochę czasu przyjaciółce, nie uważasz? A poza tym Cat nie ma w Londynie. Odwiedza ciotkę w Sheffield. 
-Osz ty! Czyli dlatego skupiasz na mnie swoją uwagę tak?
-Nie, no co ty. Przecież wiesz, że cię kocham, tak?
-Jasne, jasne. Podpadłeś mi Styles.
-Oj już nie przesadzaj. 
Oboje zaczęliśmy się śmiać. No tak, z nim czas leciał szybko. W ogóle ostatnio wszystko działo się w tempie expres. Zupełnie jakby ktoś przyspieszył czas. Zaczęliśmy rozmawiać o ich sprawach. Koncertach, wywiadach, trasach i promocji nowej płyty. W końcu mogłam skupić się na czymś innym niż tylko JA I MOJE BEZNADZIEJNE PROBLEMY. Zaczęło się ściemniać, więc musieliśmy się zbierać. Harry odprowadził mnie aż pod same drzwi. Umówiliśmy się na następny dzień, na próbę generalną i pożegnałam się z nim buziakiem w policzek. Wchodząc do domu usłyszałam czyjeś głosy. Czyli mama i James wrócili. Poszłam do kuchni, żeby się z nimi przywitać. Gdy tylko mnie zobaczyli, przerwali rozmowę i przytulili mnie. 
-Co tu robicie? Mieliście wrócić jutro wieczorem - zagadnęłam.
-Małe komplikacje - odpowiedziała mama - poza tym mam coś do załatwienia w Londynie.
-A ty? Po co wróciłeś? - zwróciłam się do Jamesa mrużąc oczy.
-Abbie - warknęła mama, ale nie zwróciłam na nią uwagi.
-Ta sprawa dotyczy nas obojga - odpowiedział spokojnie - i naprawdę nie musisz być taka niemiła Abigail. Co ja ci takiego zrobiłem?
-Och, nic takiego. Oprócz tego, że rozwaliłeś małżeństwo moich rodziców, ale to przecież drobnostka prawda? 
-Abigail uspokój się w tej chwili! - krzyknęła mama.
-Wiem, że nigdy nie będziesz traktować mnie jak swojego ojca. Ale mogłabyś przynajmniej udawać miłą. Nie byłoby tak łatwiej?
-Nieważne - bąknęłam - idę do siebie. Udanego wieczoru.
-Abigail... - znów usłyszałam mamę.
Odwróciłam się i pobiegłam do siebie. Zamknęłam drzwi na klucz i usiadłam przed biurkiem. Włączyłam laptopa i zalogowałam się na tt. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to wpis Daisy "Kolejny udany dzień! Czyżby to miało coś znaczyć..?" . Przez chwilę zastanawiałam się o co mogło jej chodzić. Ale w końcu doszłam do wniosku, że pewnie o Niall'a. Uśmiechnęłam się do siebie i sama opublikowałam wpis "Bardzo udana próba z @Harry_Styles ! Czyż nie jesteśmy genialni? :D" Od razu miałam całą masę RT i ulubionych. Odpowiedź również pojawiła się szybko. Harry napisał "@Abbie_R To chyba oczywiste! Damy czadu w poniedziałek siostro! :)". Sama kliknęłam "favourite" i "retweet". Uśmiechnęłam się pod nosem i od niechcenia zalogowałam się na Skype. Wśród dostępnych był Liam, Britney, Chloe, Niall i Daisy. Już chciałam się wylogować, gdy zadzwoniła Chloe. 
-Cześć Abbie, mam sprawę - odezwała się, gdy tylko odebrałam.
-Słucham? 
-Nie wiesz co się dzieje z Zayn'em? Mamy razem śpiewać w poniedziałek a nigdzie nie mogę go złapać. 
-Zayn jest w Bradford - odpowiedziałam najspokojniej jak umiałam - wraca chyba jutro.
-Co za człowiek! Jak go dopadnę to zabiję na miejscu! 
-Jakoś dacie radę - uśmiechnęłam się.
-No ja mam nadzieję. Okay, to ja uciekam. Do zobaczenia w poniedziałek!
-Do zobaczenia.
Połączenie zakończone. Zamknęłam laptopa i położyłam się w wygodnym łóżku. Jeszcze 2 dni. W sumie niecałe 2 dni. Rozmowa z Zayn'em zbliżała się wielkimi krokami. A ja denerwowałam się coraz bardziej. Zasnęłam rozmyślając o nim. 
Rano obudziłam się dość wcześnie. W związku z tym, że była niedziela postanowiłam ubrać się jakoś ładniej. Nie wiem czemu. Po prostu miałam taki kaprys. Poszłam do łazienki, wzięłam długi odprężający prysznic, rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone, po czym zajęłam się makijażem. Lekkim, bez przesady. W końcu poszłam do garderoby i przebrałam się w TO. Gotowa zeszłam na dół na śniadanie. Przygotowałam sobie naleśniki i zajęłam się jedzeniem. Po chwili dołączyła do mnie mama. Bez słowa usiadła naprzeciwko mnie popijając kubek porannej kawy.
-Nie mam pojęcia co w ciebie wczoraj wstąpiło Abbie - powiedziała ostro - ale to nie było w porządku. Myślałam, że takie sceny mamy już za sobą.
-Eh, przepraszam. Wiem, że to nie było fair. Nie wiem co się ze mną działo. Chyba po prostu się denerwuję.
-Ale czym? Co się znowu stało?
-Nic ważnego. Po prostu jestem idiotką i dałam się nabrać Eve. 
-Co? 
-To nie była prawda. Zayn mnie nie zdradził. Ona to wszystko zmyśliła. A ja głupia uwierzyłam w każde jej słowo. Teraz mam za swoje.
-Czyli.. to był tak jakby.. kawał? - spytała zszokowana.
-Najpodlejszy kawał jaki ktokolwiek, kiedykolwiek mi zrobił. Muszę porozmawiać z Zayn'em. I czekam aż wróci z Bradford. Muszę go przeprosić i wszystko wytłumaczyć. A to nie będzie takie łatwe.
-Ta dziewczyna jest jakaś nienormalna, nie uważasz?
-Daj spokój. Nie mów mi o niej. Na samą myśl o tej jej gębie mi niedobrze.
-I dobrze. Mam nadzieję, że wszystko wam się ułoży. 
-Ja też mam taką nadzieję mamo.
Przytuliłam się do niej i włożyłam naczynia do zmywarki. Wróciłam do swojego pokoju i wzięłam do ręki gitarę. Miałam wenę na nową piosenkę. Nie wiem skąd. Po prostu miałam. Zatytułowałam ją "Love me for me" (przyp.aut. Tak wiem, że to piosenka Cher Lloyd ale postarajcie się wyobrazić sobie, że napisała ją Abbie, ok? xd) . Zaczęłam pisać pierwszą linijkę tekstu. Reszta szła jak po maśle. Kiedy skończyłam była już 15:00. Harry miał zjawić się lada chwila. I nie myliłam się. W jednym momencie rozległo się pukanie i w drzwiach pojawiła się jego lokowata czupryna. Zaśmiałam się i gestem ręki zaprosiłam go do środka.
-Wyczuwam nowy hit Abigail - powiedział z uśmiechem i usiadł na łóżku.
-Ta, przestań. Takie tam bazgroły.
-Bazgroły powiadasz? Pokaż mi to.
Zanim zdążyłam się zorientować co robi, wziął mi zeszyt sprzed nosa i zaczął czytać tekst. Próbowałam mu go wyrwać, ale bez skutku. W końcu zrezygnowana usiadłam na podłodze i skrzyżowałam ramiona na piersi. Kiedy skończył czytać spojrzał na mnie niepewnie i oddał mi zeszyt.
-To jest.. naprawdę piękne. Skąd ty bierzesz te wszystkie pomysły?
-Nie wiem. Same przychodzą. Pisanie i śpiewanie od zawsze było moją pasją. Nic na to nie poradzę.
-Masz naprawdę wielki talent Abbie. Dyrektor miał rację przyjmując cię do Drasblow. Będzie z ciebie gwiazda.
-Zobaczymy Styles. Wam i tak nigdy nie dorównam. Wielcy One Direction znani na cały świat - oboje się zaśmialiśmy.
-Też mieliśmy swoje początki. Udział w X Factor to jedna z najlepszych rzeczy, które mi się przytrafiły. Poznałem chłopaków i zacząłem robić to, co naprawdę kocham. Śpiewać. Zawsze wkładam w to wiele emocji. Nie umiem wejść na scenę, wziąć mikrofon i zaśpiewać jakąś piosenkę jakbym recytował wiersz. Po prostu tak nie umiem. Wczuwam się w nią całym sercem. I duszą.
-Święte słowa. Uwierz mi, mam tak samo. Śpiew to moja pasja. Ale okay, koniec tematu. Idziemy ćwiczyć?
-Jasne. Jestem zwarty i gotowy. 
-Zobaczymy Styles.
Wstaliśmy i skierowaliśmy się do pokoju muzycznego. Na szczęście miałam dwa mikrofony. Włączyliśmy podkład i zaczęliśmy śpiewać. Układ też mieliśmy gotowy. Nie zamierzaliśmy tańczyć. Po prostu chodziliśmy po pokoju, od czasu do czasu patrząc na siebie. Wszystko wyszło idealnie. Ponowiliśmy próbę kilka razy i wszystko było gotowe. My byliśmy gotowi.
-Coś czuję, że jutro wyjdziemy ze szkoły z pięknymi szóstkami na koncie - powiedział wyszczerzony Hazz.
-Obyś się nie mylił.
-To jak? Co robimy przez resztę dnia?
-Nie wiem jak ty, ale ja zamierzałam leniuchować.
-Leniuchować? Ze mną? O na pewno nie. Porywam cię.
-Niby gdzie? - prychnęłam.
-Do nas. Chłopaki robią mały seans filmowy. Ma być jeszcze Britney i z tego co wiem Daisy. Catherine wraca późno, więc niestety będzie nieobecna. To jak? Dasz się porwać? 
-No cóż.. okay. Skoro tak.
-Świetnie. To zbieraj się.
-Jestem gotowa Harry.
-A.. okay. To chodźmy.
Zeszliśmy na dół i już szykowaliśmy się do wyjścia, gdy usłyszałam głos mamy.
-O na pewno nie! Nigdzie was nie puszczę bez obiadu.
-Mamo, daj spokój - westchnęłam.
-Nie kochanie. To ty daj spokój. Nie po to przez pół dnia stałam przy garach żeby teraz to wszystko jeść sama. No już. Do kuchni marsz!
Spojrzałam na Harry'ego, ale on tylko się zaśmiał i posłusznie poszedł za moją mamą. Nie pozostało mi nic innego jak zrobić to samo. Usiedliśmy przy stole i zajęliśmy się jedzeniem. Harry od razu znalazł wspólny język z Jamesem, na co się skrzywiłam. Jak można było go lubić? No, ale cóż. Kto zrozumie facetów? Chyba tylko oni sami. Obiad był całkiem smaczny. Gdy tylko skończyliśmy, podziękowaliśmy i jak najszybciej opuściliśmy mój dom. 
-Nie wiem czemu tak narzekasz na swojego ojczyma - powiedział Hazz gdy już siedzieliśmy w jego samochodzie - jest całkiem spoko.
-Jasne. Jak dla kogo - prychnęłam - nie gadaj tylko jedź.
-Okay, okay. Już będę cicho.
Uśmiechnęłam się pod nosem i spojrzałam przez okno. Nim się obejrzałam, byliśmy już pod ich wielkim domem. Weszliśmy do środka jako ostatni. Wszyscy siedzieli już wygodnie przed telewizorem i kłócili się jakim film obejrzeć najpierw.
-No weź się Niall, oglądamy "Straszny film 3" ! - krzyknął Louis.
-Nie ma mowy! Najpierw weźmy "Wycieczka bez powrotu"! 
-Ej, a może chodźmy na kompromis i obejrzyjmy "Paranormal activity 3"? - włączyła się Brit.
Wszyscy w końcu przystali na jej propozycję. Przywitaliśmy się ze wszystkimi i zajęliśmy swoje miejsca. Liam uruchomił odtwarzacz i zajęliśmy się filmem. Robiło się coraz później. Oglądaliśmy też film Niall'a i Louis'a. Przy ostatnim było najwięcej śmiechu. Chłopaki szybko rozładowali atmosferę. Kiedy spojrzałam na zegarek, była już 21:32. A Zayn'a nadal nie było. W końcu musiałam zbierać się do domu. Pożegnałam się ze wszystkimi i wyszłam. Harry chciał mnie odwieźć, ale miałam wielką ochotę na spacer. Musiałam przemyśleć jeszcze kilka spraw. Po raz kolejny realizowałam każdy ze scenariuszów. I co ja miałam robić?

[ZAYN]

Do Londynu wróciliśmy o 21:45. Byłem zmęczony i padnięty. Nie sądziłem, że na ulicach mogą być aż takie korki. Stacy też była nieźle wkurzona. Kiedy parkowaliśmy pod moim domem z daleka dostrzegłem jakąś postać. Szła szybkim krokiem w przeciwnym kierunku i nawet się nie obejrzała. Zastanawiałem się kto to mógł być. Pomogłem Stacy wziąć jej bagaże i weszliśmy do środka. Wszyscy siedzieli w salonie. Nawet Britney i jakaś blondynka, którą kojarzyłem ze szkoły. Na nasz widok wszyscy ucichli i spojrzeli na nas niepewnie. No tak. Zapomniałem wspomnieć, że zabieram ze sobą gościa.
-Mam coś na twarzy czy jak? - usłyszałem głos Stacy.
-Nie, wybacz.. po prostu.. - zaciął się Lou.
-Okay, okay - włączyłem się - ludzie to jest Stacy. Moja przyjaciółka z Bradford. A to po kolei: Louis, Niall, Britney, Liam, Harry i..
-Daisy - powiedziała blondynka z uśmiechem.
-No właśnie. Daisy. I wszystko jasne.
-Hej. Mam nadzieję, że nie będę dla was kłopotem. Zostaję tylko kilka dni. 
-Dla nas to żaden problem - odezwał się Louis i wstał - pomogę ci z bagażami.
Spojrzałem na niego z ironią. No tak. Zapomniałem jak wszyscy reagowali na jej widok. Stacy posłusznie poszła za nim a ja zostałem z chłopakami.
-Ty idioto! - krzyknął Harry - dlaczego teraz?!
-Co? - spojrzałem na niego zdezorientowany.
-Dosłownie 5 minut temu wyszła stąd Abigail. Ugh, czy ty nigdy nie możesz się pospieszyć?
-Abbie.. tu.. była? - spojrzałem na niego i walnąłem się w czoło - Cholera! Więc to była ona.
-Widziałeś ją? - włączył się Liam.
-Tak, ale jej nie rozpoznałem. Szła tyłem. Szlag by to!
Bez zastanowienia wybiegłem z domu i rozglądnąłem się dookoła, ale wszędzie było pusto. Ani jednej osoby. 5 minut. 5 cholernych minut i mógłbym z nią porozmawiać. Chyba tylko ja byłem takim idiotą. Zrezygnowany wróciłem do domu. Nie pozostało mi nic innego, jak czekać do jutra. 
-Bez komentarza - rzuciłem do chłopaków i pobiegłem na górę.
Prosto do swojego pokoju. Wiedziałem, że Lou zajmie się Stacy. Mogłem na nim polegać we wszystkim. Rozpakowałem swoją torbę, wziąłem prysznic i położyłem się do łóżka. Mimo tego, że było wcześnie, a wszyscy na dole jeszcze imprezowali, ja miałem dość. 5 minut. Tylko tyle wystarczyło, żebym znów nie zdążył. Przeklęty czas. Czemu musiał biec tak szybko? Z taką myślą zasnąłem.
Następnego dnia wstałem najwcześniej ze wszystkich. To chyba nerwy. Wykąpałem się, ułożyłem włosy i przebrałem się w czyste rzeczy. Narzuciłem na siebie bejsbolówkę i zszedłem na dół. Zrobiłem sobie szybkie śniadanie i zająłem się jedzeniem. Po chwili do kuchni zaczęła schodzić się cała reszta. Łącznie ze Stacy. Zrobili sobie to, na co mieli ochotę i usiedli przy stole. Uśmiechnąłem się do nich tylko i wstałem. Widziałem po ich minach, że wszyscy życzyli mi powodzenia. I byłem im za to wdzięczny. Wyszedłem z domu i wsiadłem do swojego samochodu. Do szkoły dojechałem w kilkanaście minut. Na parkingu były jeszcze spore pustki. Wszedłem do szkoły jak gdyby nigdy nic i od razu dopadła mnie Chloe.
-Ty idioto! Ja cię normalnie kiedyś zabiję! - krzyknęła.
-Nie wiem o co ci chodzi - powiedziałem zdezorientowany.
-Nie wiesz? Naprawdę? Dzisiaj śpiewamy razem duet mój drogi. A nie mamy nawet piosenki!
-To.. dzisiaj? Szlag by to! Przepraszam cię, naprawdę. Kompletnie wyleciało mi to z głowy.
-Na szczęście masz mnie. Znasz piosenkę "Love the way you lie" ? 
-Jasne, że znam.
-Okay. Mam do niej podkład. Sprawa załatwiona. Póki mamy chwilę czasu chodź poćwiczyć. 
-Okay, ale..
I w tym momencie ją zobaczyłem. Właśnie wchodziła do szkoły z Daisy. Śmiały się z czegoś. Nie zauważyła mnie. Chciałem do niej podejść, ale Chloe ciągnęła mnie w przeciwnym kierunku. Byłem jej to winny po całym weekendzie nieobecności. Weszliśmy do jakiejś sali i zaczęliśmy ćwiczyć. Nie ma to jak próba 15 minut przed lekcją. Ale, o dziwo, wyszło nam to całkiem dobrze. Byliśmy gotowi akurat w chwili, gdy zadzwonił dzwonek oznajmujący początek zajęć. Weszliśmy do klasy i zajęliśmy miejsca obok siebie. Abigail siedziała z Harry'm. Nie patrzyła w moim kierunku. Byli zbyt zajęci rozmową. Chyba nawet nucili coś do siebie. Poczułem ukłucie zazdrości. To ja powinienem tam z nią teraz siedzieć i przygotowywać się do występu. W końcu nauczycielka rozpoczęła zajęcia. Ja z Chloe poszliśmy na pierwszy ogień. Tak jak się tego spodziewałem. Zaśpiewaliśmy swoją piosenkę najlepiej jak umieliśmy i zeszliśmy z małej sceny. Oczywiście dostaliśmy szóstki. Przybiliśmy "żółwika" i przysłuchiwaliśmy się reszcie występów. Kiedy nadeszła kolej Abbie i Harry'ego, zacisnąłem dłonie w pięści. Rozpoznałem pierwsze takty piosenki "Total eclipse of the heart" ([KLIK!]). Świetny wybór. Gdy tylko usłyszałem jej głos, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Wsłuchiwałem się w słowa piosenki. W pewnym momencie nasze spojrzenia się spotkały. 
-Once upon a time I was falling in love, but now I'm only falling apart. There's nothing I can do a total eclipse of the heart. Once upon a time there was light in my life, but now there's only love in the dark. Nothing I can say a total eclipse of the heart..  - tymi słowami zakończyła piosenkę. 
Widziałem łzy w jej oczach. Sam też miałem ochotę się rozpłakać. Wszyscy bili im brawo na stojąco. Nauczycielka tak samo. Bez zastanowienia wpisała im najwyższe oceny. Byłem pod wielkim wrażeniem. Gdy tylko usiadła, spojrzałem w jej kierunku. Nasze spojrzenia się spotkały i przez dłuższą chwilę patrzyliśmy sobie prosto w oczy. To ona pierwsza się odwróciła. A ja nie mogłem już wytrzymać. Musiałem z nią porozmawiać. Teraz, zaraz, natychmiast. Gdy tylko zabrzmiał dzwonek podniosłem się z krzesła przepchnąłem się do drzwi. Abbie stała odwrócona tyłem i rozmawiała z Hazzą. Nie wytrzymałem. Musiałem coś zrobić. Położyłem jej dłoń na ramieniu i odwróciłem w swoją stronę. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, ująłem jej twarz w dłonie i pocałowałem ją najczulej jak umiałem. 

[ABBIE]

Wchodząc do szkoły, pierwsze co zobaczyłam to Zayn rozmawiający z Chloe. Potem ona gdzieś go zaciągnęła i zniknęli mi z oczu. Sam jego widok wywołał u mnie dreszcze. Musiałam poczekać do lekcji. A rozmowa zbliżała się wielkimi krokami. Nie byłam pewna, czy byłam na to gotowa. Ale musiałam w końcu wszystko mu wyjaśnić. Kiedy rozległ się dzwonek od razu weszłam do sali i zajęłam miejsce obok Hazzy. Starałam się nie patrzeć w stronę Zayn'a. A było to bardzo trudne. Kiedy nadeszła nasza kolej na śpiewanie, weszliśmy na scenę, odetchnęliśmy i zaczęliśmy piosenkę. W pewnym momencie nie wytrzymałam i spojrzałam prosto na Mulata. Nasze spojrzenia się spotkały, a moje oczy wypełniły łzy. To naprawdę było trudne. Dostaliśmy owacje na stojąco. Po skończonej lekcji musiałam pogadać z Harry'm. Pogratulowałam mu, a on mi. Nagle ktoś złapał mnie za ramię. Stanęłam oko w oko z Zayn'em. I zanim zdążyłam się odezwać, albo jakkolwiek zareagować, przybliżył moją twarz do swojej i pocałował. Straciłam nad sobą kontrolę. Przyciągnęłam go do siebie i normalnie wpiłam się w jego usta. Tak bardzo mi tego brakowało. Tak bardzo za nim tęskniłam. Opanowałam się dopiero po dłuższej chwili. W jednym momencie odepchnęłam go od siebie.
-Przepraszam.. - wyszeptałam i wybiegłam ze szkoły.
Wykrzyknął moje imię i wybiegł za mną. Na szczęście zdążyłam wsiąść do samochodu i zamknąć drzwi. Odpaliłam silnik i ruszyłam. Zachowałam się jak idiotka. Nie powinnam oddawać pocałunku. Co on sobie teraz o mnie myślał? Co ja o sobie myślałam? Nie mogłam wrócić do domu bo wyszłoby na jaw, że uciekłam z lekcji. Ale musiałam pobyć chwilę sama. Musiałam to wszystko sobie poukładać. Pojechałam więc na polanę. Usiadłam na znajomym drzewie i podkuliłam nogi. Łzy płynęły mi po policzkach. Sama nie wiem czemu tak się krzywdziłam. To nie miało tak wyglądać. Wszystko miało być inaczej. Wyłączyłam telefon. Chciałam zostać sam na sam ze swoimi myślami. Musiałam to naprawić. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w śpiew ptaków i szum liści. Nim się obejrzałam, wybiła 15:00. Koniec lekcji. Niechętnie wstałam i wróciłam do samochodu. Już wiedziałam, co powinnam zrobić. Położyłam ręce na kierownicy, wzięłam kilka głębokich oddechów i uruchomiłam silnik. Pod domem chłopaków zaparkowałam 20 minut później. Wszystkie samochody stały w rzędzie. Więc wszyscy byli w domu. Opuściłam swoje autko i nacisnęłam dzwonek. Drzwi otworzył mi Niall.
-Jest Zayn? - spytałam na wstępie.
-U siebie - odpowiedział blondyn i wpuścił mnie do środka - powodzenia.
-Dzięki.
Szybkim krokiem weszłam po schodach. Zatrzymałam się przed drzwiami jego pokoju. Nadszedł czas na to, by wszystko w końcu się wyjaśniło..

_________________________________
Weeeeeeelcooooooomeeeeeeeee! :D 
Rozdział dłuższy niż ostatnie! W końcu mi się udało. Wena wróciła :D
Mam nadzieję, że wam się spodoba < 3
Czytasz = komentujesz ♥
Sporo czasu nad nim siedziałam, więc chyba jako tako mi wyszedł ;)
KOMENTUJCIE PLEASE!
Następny za niedługo < 3